pixel

5 skutecznych sposobów na opanowanie treści przemówienia

Masz genialny pomysł na przemówienie. Co możesz zrobić, żeby się upewnić, że kiedy staniesz na scenie, nic Ci nie ucieknie? Że powiesz wszystko, co sobie zaplanujesz i co jest dla Ciebie ważne? W tym tekście mam dla Ciebie pięć podpowiedzi.

1. Przede wszystkim – ćwicz, a właściwie rób próby

Mówcy i mówczynie zwykle dużo czasu poświęcają na przygotowanie przemówienia. Opracowują je merytorycznie, czasem sporządzają mapę myśli, żeby z łatwością poruszać się po swojej opowieści. Sprawdzają fakty, daty, nazwiska, liczby. Sięgają do fachowej literatury, szukają ciekawych i barwnych przykładów, które potem ilustrują ciekawymi i barwnymi – a czasem pięknymi, minimalistycznymi – slajdami. Robią notatki. Na ostatnim slajdzie piszą: „Dziękuję za uwagę!” i… czekają na godzinę zero.

Czekają, czekają, aż tu nagle, tuż przed wejściem na scenę pojawia się jednak lekki ścisk w żołądku, lekkie zawroty głowy, lekka miękkość kolan – „Czy na naprawdę wiem, co chcę powiedzieć?”. A przecież tak dokładnie się przygotowali.

Jeśli jesteś jedną z tych osób, to mam nie najlepszą wiadomość – chociaż może być ona początkiem zmian na lepsze. Kończąc proces przygotowywania się do wystąpienia na opracowaniu jego treści i slajdów, wykonujesz zaledwie połowę roboty. Druga połowa to przećwiczenie tego, co chcesz powiedzieć.

Przygotowując się do wystąpień, często nie doceniamy wartości praktycznego przepróbowania swoich przemówień. No co jak to tak – mam tak stać na środku pokoju i mówić do siebie? Do męża? Do kota? Do paprotki? Jakoś tak dziwnie przecież.

A to właśnie w próbach tkwi tajemnica sukcesu. Z wielu powodów. Po pierwsze Twój mózg oswaja sytuację. Po drugie snujesz w głowie wiele planów B na wypadek pomyłek, przejęzyczeń, czy innych nieprzewidzianych zdarzeń. Po trzecie wykorzystujesz do zapamiętywania również pamięć mięśniową. Stąd moja pierwsza rada – przede wszystkim ćwicz!

Rób próby. Mów do siebie, mów do kota, psa, znajomych, nieznajomych. Próbuj, testuj, sprawdzaj. Tylko eksperyment pozwoli Ci określić, czy Twoje przemówienie trwa tyle, ile trwać powinno, czy potrafisz płynnie łączyć myśli i przechodzić od jednego punktu do drugiego, czy pamiętasz wszystkie nazwy i nazwiska, czy Twój żart rzeczywiście jest zabawny. Tego nie da się zrobić w głowie.

2. Nie ucz się na pamięć – ucz się scenariuszy

Czasem, chcąc sobie dać większe poczucie pewności siebie, postanawiamy nauczyć się tekstu na pamięć. Nie jest to jednak najkorzystniejsze podejście. Dlaczego?

Po tekście, który, jak to się mówiło w czasach mojego dzieciństwa, zakuliśmy na blachę, poruszamy się jak po łańcuszku. Słowo po słowie, ogniwo po ogniwie. Kiedy jednak jakieś ogniwo się zerwie – jakieś słowo czy wątek nam uleci – zrywa się cały łańcuszek i trzeba nie lada zręczności, żeby poskładać go z powrotem. A to generuje dodatkowy stres.

Dlatego dużo korzystniejsze jest uczenie się – czy ćwiczenie – scenariuszy. Wypisz sobie najważniejsze punkty ze swojego przemówienia. Im krócej, tym lepiej. Niekoniecznie pełnymi zdaniami, niekoniecznie poprawnie gramatycznie. Najlepiej, żeby każdy punkt był jednym słowem – kotwicą, która przeprowadzi Cię przez kolejny etap Twojej opowieści.

Potem, zerkając od czasu do czasu do tych punktów, zacznij opowiadać, traktując je jak drogowskazy. Jeśli przećwiczysz swoje wystąpienie w ten sposób na przykład 10 razy, zaręczam Ci, że za każdym razem opowiesz je w nieco inny sposób, używając nieco innych słów. A to oznacza, że będziesz mieć plan B, C, D, i tak dalej, w razie gdyby jakieś ogniwo w łańcuszku planu A się zerwało.

Będziesz mieć na wyciągnięcie ręki kilka gotowych rozwiązań, zamiast gorączkowo ich szukać, kiedy okażą się potrzebne. Przećwiczone scenariusze łatwo Ci będzie wprowadzić w działanie.

3. Ćwiczyć mądrze jest lepiej niż ćwiczyć dużo

Pracowałam z mówczyniami i mówcami, którzy przygotowywali się do swoich wystąpień według pewnego rytuału: zaczynali ćwiczyć przemówienie grzecznie i przepisowo od pierwszego slajdu. Wszystko szło dobrze, aż nagle pojawiał się jakiś błąd: urywał się wątek, czy mieszały się punkty. W tym momencie wracali do miejsca, w którym czuli się bezpiecznie – do pierwszego zdania.

W ten sposób można jednak ćwiczyć godzinami, a nawet dniami czy tygodniami i… na scenie znów potknąć się w tym samym miejscu.

Zasada jest prosta – jeśli Twoim najsłabszym punktem w triathlonie jest bieg, nie zaczynaj każdego treningu od pływania. Jeśli najtrudniejszy w piosence jest dla Ciebie refren, ucząc się jej, nie zaczynaj zawsze od zwrotki. Przejdź od razu do miejsca, które jest dla Ciebie najbardziej problematyczne i zmierz się z nim, korzystając z pełni potencjału świeżego umysłu, nieprzeciążonej pamięci i wolnych mocy obliczeniowych.

Przy tym podejściu szybciej i skuteczniej opanujesz pamięciowo całą treść.

4. Nie da się przećwiczyć przemówienia bez mówienia

Często, kiedy pytam mówczynie i mówców – czy to aspirujących, czy mających już pewne doświadczenie – jak ćwiczyli swoje przemówienia, odpowiadają, że kilka razy je sobie przeczytali albo przegadali w myślach. Tymczasem, dopóki w proces ćwiczenia nie zaangażujemy głosu, to tak naprawdę nie ćwiczymy. Aktorzy mówią, że tekst musi się uleżeć w gębie – i dokładnie tak jest.

Mówiąc mniej metaforycznie, a bardziej wprost: mowa to ruch. Wypowiedzenie każdego słowa to sekwencja bardzo precyzyjnych ruchów, którą muszą wykonać mięśnie aparatu mowy. Jeśli te ruchy wcześniej przećwiczysz, wykonasz je sprawniej, bo Twoje mięśnie będą do tego lepiej przygotowane. Będą tę sekwencję ruchów znały i ją zapamiętają (wykorzystasz wspomnianą wcześniej pamięć mięśniową). Jeśli przegadasz tekst przed wejściem na scenę, to nie będzie Ci się plątał język, a słowa będą płynąć gładko.

Z drugiej strony wychodzenie na scenę, żeby wygłosić ważne przemówienie, bez wcześniejszego przegadania tekstu, można by porównać do próby przejścia po linie rozpiętej między dachami dwóch budynków bez żadnej próby, bez wcześniejszego przygotowania. W każdym razie stres podobny.

Jak to powiedział kiedyś mój nauczyciel fizyki: szanse na to, że coś się uda, są zawsze, tylko czasem są większe, a czasem są mniejsze. Im więcej przećwiczysz w praktyce, tym większa szansa, że jak przyjdzie co do czego, to mowa pójdzie Ci jak z płatka. Bo ćwiczyć mówienie bez mówienia, to jak próbować zrobić formę, oglądając aerobik w telewizji.

5. Próbuj w warunkach zbliżonych do warunków przemówienia

Pisałam wcześniej o pamięci mięśniowej. Jak to działa? Kiedy uczysz się grać na jakimś instrumencie, musisz się przyglądać temu, który klawisz, czy którą strunę przyciskasz. Ale potem, kiedy nabierasz praktyki, już nie musisz patrzeć – palce jakby same zapamiętywały ruch, który mają wykonać.

Podobnie jest z jazdą na rowerze, pływaniem, czy jakimkolwiek ruchem – włącznie z mową. Nasz mózg to cudowna konstrukcja, która świetnie sobie radzi z tak złożonymi czynnościami, jak na przykład chodzenie na dwóch nogach (nowoczesne roboty ze swoimi super-procesorami w dalszym ciągu mają z tym pewną trudność), między innymi dzięki temu, że zapamiętuje całe sekwencje, ze wszystkimi ich skomplikowanymi zależnościami. Potrafi też czerpać wskazówki na przykład z tego, w jakiej pozycji znajduje się ciało.

Można tę wspaniałą zdolność wykorzystać również do nauki treści wystąpień. Jak to zrobić? Jeśli masz wygłaszać wystąpienie na stojąco, ćwicz na stojąco. Jeśli masz je wygłaszać w butach na obcasie, ćwicz w tym właśnie obuwiu. Jeśli będziesz mówić w plenerze, przećwicz swoje wystąpienie w ogrodzie czy w parku.

Po pierwsze będziesz mieć wtedy do dyspozycji szeroki wachlarz kotwic pamięciowych. Po drugie zapewnisz sobie komfort dzięki temu, że mniej rzeczy będzie w stanie Cię podczas przemówienia zaskoczyć. To z kolei jedna z technik zarządzania stresem, ale o tym opowiem już w innym artykule.

Zapisz się do naszego newslettera

„Lekkomówni piszą”