Co zrobić z rękami podczas wystąpienia

Patrycja Obara
Trenerka wystąpień publicznych
“Co zrobić z rękami” to bez najmniejszych wątpliwości najczęściej zadawane pytanie na szkoleniach z wystąpień publicznych. A skoro jest popyt na tę wiedzę, to jest i podaż – w mnóstwie źródeł można znaleźć na ten temat niezliczone wskazówki i rady. Niestety bardzo często są one błędne.
Czy istnieje coś takiego, jak prawidłowe gesty?
W wielu podręcznikach, skryptach, czy na stronach internetowych dotyczących przemawiania – albo bardziej ogólnie: mowy ciała – można znaleźć listy i opisy prawidłowych i nieprawidłowych gestów. Że na przykład mówiąc: „Kto z państwa…” należy wykonać szeroki gest otwartą dłonią od mostka na zewnątrz. Albo ułożyć palce w tak zwany koszyczek, bo ten gest zwiększa naszą wiarygodność. Albo, dajmy na to, używając słowa „szczerze” należy wykonać gest dłonią od serca – cokolwiek to znaczy – aby podkreślić szczerość intencji. I oczywiście klasyk – że nie wolno zakładać rąk na piersi, bo to postawa zamknięta, która świadczy o mnóstwie okropnych rzeczy i sprawi, że natychmiast zostaniemy znielubieni.
Zastanówmy się nad tym jednak przez chwilę. Czy zawsze, kiedy zakładasz ręce, masz wrogie nastawienie? Czy każdą osobę z założonymi rękami natychmiast uważasz za nieprzyjaźnie nastawioną? Czy może jednak zależy to od kontekstu? Albo ten nieszczęsny koszyczek, gest, który zrobił błyskotliwą karierę w czasach Piotra Tymochowicza – karierę równie błyskotliwą, co i sam Tymochowicz, który stworzył swego czasu wizerunek Andrzeja Leppera. Z kolei przypisywanie określonych gestów do konkretnych słów i uczenie się ich (o zgrozo!) z opisów da efekt w najlepszym wypadku teatralny (w złym rozumieniu tego słowa), a w najgorszym zwyczajnie zabawny. Jeśli więc nie chodzi ci o to, by Twoje przemówienie miało zabarwienie komiczne, proponowałabym te podręczniki jak najszybciej odłożyć z powrotem na półkę, tak jak na półkę trzeba odłożyć regułę 7% – 38% – 55% – tak samo zniekształconą i tak samo wyświechtaną jak teorie o prawidłowych gestach.
Nie za dużo, nie za mało, a w sam raz, czyli ile gestykulować
Wiele mówi się również na temat prawidłowej ilości gestów. Mówi się natomiast bardzo nieprecyzyjnie. To znaczy: mówi się na przykład, że zbyt bogata gestykulacja sprawia wrażenie, że mówca jest chaotyczny i nerwowy. Z kolei zbyt skromna powoduje, że mówca wygląda na spiętego. Tylko tak naprawdę nie wiadomo, co to znaczy, że gestykulacja jest zbyt bogata czy zbyt skromna. Nie wiadomo, ile to za dużo a ile to za mało. Nie wiadomo, kiedy jest w sam raz – może dlatego, że dla każdego w sam raz będzie oznaczać coś innego. Wystarczy porównać kilkoro mówców i mówczyń (niech to będą mówcy z najwyższej półki, dajmy na to: Brené Brown, Ken Robinson, Simon Sinek i Amy Cuddy), żeby zauważyć, że spektrum „prawidłowej ilości gestów” jest bardzo szerokie. I najlepiej jest wtedy, kiedy ilość wykonywanych gestów najzwyczajniej w świecie pasuje do osobowości i temperamentu przemawiającej osoby. Optymalną dla Ciebie ilość gestów możesz łatwo sprawdzić prostym ćwiczeniem: spróbuj naśladować gestykulację kilkorga mówców – od bardzo opanowanych, jak Robinson, po bardzo żywiołowych, jak Cuddy. A potem zachowuj się… po prostu jak Ty. Nagraj swoje próby, obejrzyj, wyciągnij wnioski.
Na czym polega błąd w nauczaniu prawidłowej mowy ciała
Nie oznacza to, że cała nauka na temat mowy ciała jest błędna. Do zrozumienia tej układanki często brakuje nam jednak dwóch ważnych puzzli. Po pierwsze wszystkie opisywane w podręcznikach gesty działają wtedy, kiedy są spójne z wewnętrzną intencją przemawiającej osoby. Nie nadają się natomiast kompletnie do niczego, jeśli w środku masz coś innego niż próbujesz pokazać na zewnątrz. To jak dekorowanie kremem nieupieczonego ciasta – efekt nie może być udany. Publiczność, jak często mówię, to najlepszy na świecie wykrywacz kłamstw – zawsze wyczuje nieszczerość, nieautentyczność czy niespójność mówców. Jeśli w środku wszystko ci drży, a próbujesz wykonywać szerokie, otwarte gesty, to pewnie przy przeglądaniu filmu z wystąpienia okaże się, że nie udało ci się oderwać łokci od ciała. Jeśli masz negatywne nastawienie do swoich odbiorców, a chcesz pójść za radami z podręczników i odkręcić dłonie do zewnątrz, by pokazać swoją szczerość i otwartość, prawdopodobnie jednocześnie będziesz patrzeć w sufit, zamiast ludziom w oczy.
Drugi puzzel to Twój naturalny temperament, który ujawnia się w sytuacjach, kiedy czujesz się swobodnie. Nie masz wtedy potrzeby zastanawiania się, ile gestykulować, albo na kogo i jak długo patrzeć – wszystko robi się samo. I wtedy właśnie wyglądasz wiarygodnie, nawet jeśli nie wykonujesz gestów wyciągniętych ze skryptu dla osób uczących się przemawiania.
Czyli co zrobić z rękami?
Ta układanka, jaką jest mowa ciała, ma zbyt wiele elementów, żeby dało się ją w pełni kontrolować. Innymi słowy, ciało nie jest najlepszym kłamcą. Dlatego pytanie o to, co zrobić z rękami, jest tak naprawdę pytaniem o to, jak radzić sobie ze stresem. Kiedy się nie stresujesz, na przykład na spotkaniu z przyjaciółmi, zachowujesz się naturalnie, gestykulujesz adekwatnie do sytuacji i do treści swojej wypowiedzi. Z drugiej strony, jeśli, rozmawiając z kimś, zaczniesz poświęcać uwagę swoim gestom zamiast treści rozmowy, twoi rozmówcy natychmiast wyczują, że nie jesteś z nimi – że gubisz wątek, nie skupiasz się, nie poświęcasz im uwagi. To samo – tylko w dodatku mocno przesterowane – może wydarzyć się podczas przemówienia, kiedy do tego dojdzie duży stres.
Często mówczynie i mówcy, których szkolę, wychodzą w trakcie szkolenia na scenę i ich ciało zamarza. Stoją przez całe wystąpienie na baczność, w rękach trzymając kartkę. Potem rozmawiamy o tym, co się stało i ta sama osoba, dalej stojąc na scenie, opowiada mi o tym, dlaczego tak było, dlaczego ona generalnie nie potrafi gestykulować. Opowiada i oczywiście bogato – i adekwatnie – gestykuluje. Bo angażuje się w temat, a nie w myślenie o stresie i wtedy gesty robią się same.
Odpowiedzi na pytanie, jakich i ile gestów używać, spróbuj poszukać w sobie, bo najlepiej gestykulujący mówcy, to mówcy naturalni i prawdziwi. Tacy, których ciało zachowuje się na scenie tak samo, jak podczas przyjemnego spotkania ze znajomymi. Taki, którym stres nie stoi na drodze do pokazania, kim są.