pixel

Jak napisać przemówienie godne Oscara

W szkole nauczono nas bardzo prostej zasady: poprawnie skonstruowany tekst powinien składać się ze wstępu, rozwinięcia i zakończenia. I często, w dużym uproszczeniu wyglądało to tak: we wstępie mówimy, o czym zamierzamy powiedzieć w rozwinięciu. W rozwinięciu mówimy to. W zakończeniu mówimy, co powiedzieliśmy. I rzeczywiście być może sprawdza się to w wypracowaniu, ale już w przemówieniu – niekoniecznie.

Dlaczego taka konstrukcja przemówienia nie działa?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przełóżmy to na język filmu. Wyobraź sobie, że siedzisz w kinie. Zaczyna się film. Pierwsze dwadzieścia minut to skrócona zapowiedź tego, o czym film ma opowiadać. Potem przez godzinę trwa faktyczna akcja. Ostatnie dwadzieścia minut to skrócone podsumowanie tego, co właśnie widzowie zobaczyli na ekranie. Czyli to tak, jakbyście ten sam film oglądali trzy razy. Większość osób, z którymi o tym rozmawiałam, stwierdza, że nie miałyby ochoty na tego typu seans. A Ty?

Twoje przemówienie będzie udane wtedy, kiedy jego treść trafi do odbiorców, kiedy uda Ci się ich zaangażować emocjonalnie, kiedy pozwolą Ci się zabrać w podróż i zostaną z Tobą w tej podróży do samego końca, a potem jeszcze będą mieli ochotę opowiedzieć o niej swoim znajomym. Dlatego, planując treść wystąpienia, myśl jak scenarzyści oscarowych filmów.

Dobry wstęp, czyli zacznij od końca

Dobry film zaczyna się od sceny, która wzbudza ciekawość, wprowadza klimat, lub buduje więź z bohaterem czy bohaterką. To samo możesz zrobić w pierwszych słowach swojego przemówienia – daj odbiorcom powód, żeby z Tobą zostali.

W tym celu odpowiedz sobie na pytania:

  • Co możesz zrobić, żeby zaciekawić publiczność swoją prezentacją? Może przychodzi Ci do głowy jakiś interesujący fakt dotyczący jej tematu? Albo jakaś zaskakująca statystyka czy porównanie?
  • Jakie emocje chcesz wywołać swoją prezentacją? Co możesz zrobić, żeby te emocje zacząć wywoływać już od pierwszych zdań? Może pomoże Ci w tym opowiedzenie jakiejś historii?
  • Kto jest głównym bohaterem czy główną bohaterką twojej prezentacji? Jak możesz sprawić, że publiczność się z tą osobą utożsami, albo po prostu ją polubi i zacznie jej kibicować?

Co zrobić, kiedy nie masz pomysłu, jak zacząć

Często bardzo dobrym rozwiązaniem jest zacząć od… pointy. Weź zdanie, które najlepiej i najtrafniej pointuje całe Twoje wystąpienie i wrzuć je na sam początek. Coś zaskakującego, przewrotnego, szokującego, wzruszającego, osobistego czy jakąś zwalającą z nóg liczbę. Jest duża szansa, że tak zaciekawisz publiczność, że będzie chciała zostać z Tobą aż do napisów końcowych.

Nie bój się, że w ten sposób zdradzisz zakończenie i wystąpienie będzie przez to nudne. Jeśli pointa będzie mocna, publiczność będzie chciała wysłuchać do końca, żeby dowiedzieć się, jak do tego doszło.

Jak nie zaczynać wystąpienia

Bonusowa podpowiedź – na pewno NIE zaczynaj swojego wystąpienia od słów:

  • Dzień dobry, nazywam się…
  • Chcę dziś opowiedzieć o…
  • A więc…
  • Mam mało czasu, więc postaram się streszczać…

Każde z tych sformułowań to świetny sposób na to, żeby stracić dwie rzeczy: cenny czas na scenie oraz uwagę publiczności.

Rozwinięcie – przywalić i odpuścić

Rozwinięcie siłą rzeczy trwa najdłużej, więc dobrze jest je usystematyzować i ustrukturyzować. Wtedy odbiorcy łatwiej nadążyć za Twoim tokiem rozumowania i Twoją argumentacją. Możesz tu posłużyć się różnymi narzędziami z obszaru storytellingu, albo starym reportażowym modelem szaszłyka. Dobry szaszłyk to taki, w którym składniki ciężkie i treściwe przeplatają się z lżejszymi. Podobnie w opowieści – po konkretnym uderzeniu merytorycznym lub emocjonalnym dobrze dać odbiorcom chwilę na złapanie oddechu i przetrawienie tego, co właśnie usłyszeli.

Możesz też, dla urozmaicenia, każdy kolejny nabijany na patyk składnik, coraz mocniej przyprawiać, nadal jednak trzymając się zasady: ciężkie, lżejsze. W ten sposób napięcie będzie rosło, poziom zaangażowania odbiorców będzie się zwiększał, a jednocześnie nie zamęczysz ich twardymi faktami / liczbami / przygnębiającymi wnioskami.

W każdej podróży trzeba czasem przystanąć, napić się wody i zjeść kostkę czekolady. Tak też prowadzona jest akcja wielu najlepszych filmów – sceny batalistyczne przeplatają się z miłosnymi, a pościgi z momentami wytchnienia. Tak też budowane są najlepsze wystąpienia. Opowiadała o tym między innymi Nancy Duarte w swoim przemówieniu na TED.

Dobre zakończenie, czyli refleksja albo popcorn na wynos

Pamięć ludzka jest zawodna i mniej pojemna niż byśmy chcieli. Uwaga odbiorców natomiast jest jedną wielką niewiadomą. Choćbyśmy nie wiem jak dobrze skonstruowali swoje wystąpienie, to nigdy do końca nie wiadomo, co nasza publiczność z niego zapamięta i wyniesie. Dlatego dobrze wykorzystać ostatnie chwile przemówienia, żeby przypomnieć odbiorcom to, co dla nas było najważniejszym przekazem.

Można to zrobić na przykład posiłkując się osobistą, angażującą emocje historią lub refleksją – trochę z boku a jednak na temat. Można zakończyć przemówienie czymś, co w baśni nazwalibyśmy morałem – błyskotliwą pointą, która pokaże skutki podjęcia bądź zaniechania pewnych działań. Taki morał może jednocześnie pełnić funkcję call to action. Trzeci sposób, to błyskawiczna retrospekcja – powrót w jednym zdaniu do najważniejszej myśli wystąpienia, tak jak bohaterowi filmu czasem w kluczowym momencie przypominają się jego motywacje, czy najważniejsze momenty z życia.

Jak nie kończyć wystąpienia

Bonusowa podpowiedź – na pewno NIE kończ wystąpienia słowami:

  • Chcę teraz podsumować…
  • Powtórzę najważniejsze punkty mojego wystąpienia…
  • Na koniec chcę przypomnieć…

Te zdania pasują do wypracowania a nawet – w niektórych przypadkach – artykułu. Ale na pewno zgaszą energię wystąpienia, tak pieczołowicie wybudowaną we wstępie i rozwinięciu. 

Jeszcze jedna rada na koniec

I jeszcze jedno. Przed poszczególnymi częściami nie zapowiadaj, co zamierzasz zrobić. W filmach też nie słyszych przed finałowymi scenami zapowiedzi w stylu: “Teraz nastąpi przedostatnia scena, w której bohater pocałuje ukochaną”. Przejdź od razu do rzeczy. Jeśli zaskoczysz swoją publiczność, tym lepiej. A jeżeli potrzebujesz alternatywnego zdania w miejsce tych powyżej, podzielę się z Tobą zdaniem po które sama często sięgam: “Jeśli macie zapamiętać z tego wystąpienia tylko jedną rzecz, to niech to będzie…”.

No i oczywiście jeśli masz zapamiętać z tego artykułu tylko jedną rzecz, to niech to będzie myśl, że dobrze przemówienie jest jak dobry film. Jeśli jakieś rozwiązanie w filmie by nie zadziałało, to przemówieniu raczej też nie zrobi dobrze.

Zapisz się do naszego newslettera

„Lekkomówni piszą”